Łamanie praw autorskich w świecie mody: rozmowa z Agnieszką Przyborowską-Bojanowską

admin | Maj 17, 2017

a3680d00f1409b74a78521b1be0f2851

Rozmowa z Agnieszką Przyborską-Bojanowską, prawniczką i rzecznikiem patentowym, o łamaniu praw autorskich w świecie mody.


1. Jaka kara grozi w Polsce komuś za handel podróbkami?

Jeśli mówiąc o „podróbkach” mamy na myśli nieuprawnione oznaczanie towarów znakiem towarowym należącym do innego przedsiębiorcy lub sprzedaż takich towarów, wówczas zastosowanie znajduje art. 305 Prawa własności przemysłowej:

Art. 305.
1. Kto w celu wprowadzenia do obrotu oznacza towary podrobionym znakiem towarowym, zarejestrowanym znakiem towarowym, którego nie ma prawa używać lub dokonuje obrotu towarami oznaczonymi takimi znakami, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

2. W wypadku mniejszej wagi, sprawca przestępstwa określonego w ust. 1 podlega grzywnie.

3. Jeżeli sprawca uczynił sobie z popełnienia przestępstwa określonego w ust. 1 stałe źródło dochodu albo dopuszcza się tego przestępstwa w stosunku do towaru o znacznej wartości, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 5.

Oprócz sankcji o charakterze karnym, przepisy prawa własności przemysłowej przewidują szeroki wachlarz roszczeń dochodzonych w postępowaniu cywilnym, w tym roszczeń o charakterze finansowym.

2. A czy kupującemu również grożą jakieś sankcje?

W Polsce kupujący podróbki co do zasady nie są karani, o ile nie dokonują dalszej odsprzedaży, ale w niektórych krajach UE przepisy równie surowo traktują sprzedawców, jak i kupujących (w tym turystów). I tak, we Francji za kupowanie fałszywek grozi grzywna do 300 tysięcy euro lub kara do trzech lat więzienia. Podobna sytuacja przedstawia się we Włoszech, gdzie w niektórych miastach wprowadzono kary dla kupujących podróbki klientów. Taka sytuacja miała miejsce choćby w Jesolo niedaleko Wenecji, gdzie austriacka turystka za zakup podrabianej torebki Louis Vuitton za 7 euro zapłaciła grzywnę w wysokości 1000 euro. W Rzymie niektórzy turyści, w tym, jak informowała prasa, kilkoro Polaków, otrzymało grzywny w wysokości 3333 euro. Z kolei w Wielkiej Brytanii turyści muszą się liczyć z tym, że przywiezione przez nich podróbki zostaną skonfiskowane przez celników.

3. Czy policja rzeczywiście często dostaje takie zgłoszenia i dokonuje zatrzymań?

Myślę, że jest to bardziej pytanie do przedstawicieli policji. Niemniej, z własnej praktyki zawodowej mogę potwierdzić, że takie zawiadomienia są często dokonywane i jest to tendencja wzrostowa. Coraz większa jest nie tylko świadomość karalności naruszeń praw własności intelektualnej, ale również środków prawnych do walki z naruszeniami.

4. Kto stwierdza, czy dana rzecz jest oryginalna czy też nie?

W zależności od stadium postępowania – albo pokrzywdzone przedsiębiorstwo, w imieniu którego działa przedstawiciel, albo biegły powołany w danej sprawie.

5. Czy polskie prawo na tle europejskiego jest surowe czy pobłażliwe?

To zależy, czego dokładnie dotyczy pytanie. Na pewno przepisy krajowe przewidują co do zasady wysokie sankcje z tytułu naruszeń praw własności intelektualnej. Gorzej wygląda sprawa w praktyce – ze stosowaniem i egzekwowaniem prawa. Niestety wciąż jeszcze istnieje ciche (lub „głośne”, jeśli wziąć pod uwagę komentarze czy wpisy znajdujące się na niektórych forach internetowych) społeczne przyzwolenie na uprawianie tego typu procederu. Rzecz nie leży bowiem w tym, czy prawo jest surowsze, tylko czy i jak jest stosowane.

6. Wiemy, czym jest fałszywka, a jak wygląda sprawa inspiracji? Czy prawdą jest, że jeżeli dana rzecz od oryginału różni się w 10% to nie jest uznawana za „podróbkę”?

Nie spotkałam się z tego typu sugestiami i osobiście uważam, że w tak delikatnej materii, jaką jest prawo własności intelektualnej, nie ma możliwości zastosowania żadnego schematu czy procentowego wyliczenia mającego wyrokować, czy coś jest czy nie jest „podróbką”. Na pewno istnieje cienka linia pomiędzy „inspiracją” a „opracowaniem” w przypadku utworów prawa autorskiego, jak również „inspiracją” a „łudzącym podobieństwem” czy wręcz „naśladownictwem”/„imitacją” w przypadku wzorów przemysłowych i znaków towarowych. Każda sprawa winna być rozpatrywana indywidualnie, zaś zasadniczą kwestią jest „ogólne wrażenie”, jakie dany wytwór wywiera na zorientowanym użytkowniku – odbiorcy, którym najczęściej jest określona grupa konsumentów. Nie bez znaczenia jest także kwestia, czy mamy do czynienia z towarami „luksusowymi”, gdzie konsument zazwyczaj jest bardziej rozważny i bardziej świadomie dokonuje zakupu, czy z kategorią towarów „codziennych”, szybko zbywalnych, gdzie o pomyłkę znacznie łatwiej.

7. Czy w Polsce częste są procesy o naruszenie praw autorskich w branży mody?

Nie mamy tak wielu znanych krajowych i na tyle bogatych projektantów, którzy chcieliby angażować swój czas i środki w długoletnie i kosztowne procesy. Z przykrością stwierdzam, że kilkakrotnie spotkałam się z ewidentnym naruszeniem praw własności intelektualnej mniej znanych projektantów przez osoby z „nazwiskami”. Najczęściej tego typu sprawy kończą się polubownie, gdyż nasze rodzime środowisko designerskie jest niewielkie i nikomu specjalnie nie zależy na nagłaśnianiu sprawy.

8. Pani definicja „Autora” wydaje się być dość restrykcyjna. Jak to wygląda w praktyce? Czy projektanci, twórcy są w stanie łatwo dojść swoich praw autorskich?

Uważam, że definicja „Autora” jest na tyle ogólnie sformułowana, że z jednej strony łatwo się nim stać, z drugiej zaś (w przypadku konfliktu) trudniej jest to autorstwo udowodnić. Praw autorskich nie nabywa się formalnie, w przeciwieństwie do praw własności przemysłowej, które z kolei łatwiej wykazać. Ochrona formalna w postaci rejestracji w Urzędzie Patentowym znaku towarowego, czy wzoru przemysłowego jest opcją najtańszą i najbardziej bezpieczną w razie ewentualnego konfliktu, zarówno na wypadek naruszenia praw własności intelektualnej, jak i ewentualnych roszczeń osób trzecich. Procesy cywilne o ustalenie praw autorskich są z reguły długoletnie i kosztowne.

9. Czy zagraniczna korporacja wytoczyła kiedyś sprawę polskiej firmie o skopiowanie jej projektów jak to miało miejsce np. pomiędzy Zarą a Christianem Louboutinem w sprawie czerwonych podeszw?

Kilkukrotnie uczestniczyłam w tego typu postępowaniach jako pełnomocnik polskich przedsiębiorstw. Niestety, z uwagi na ewidentność naruszenia staraliśmy się nie dopuścić do procesu i zakończyć sprawę polubownie, bądź też w przypadku złożonego już pozwu – na drodze ugody. Pokutuje tu najczęściej niewiedza, brak doświadczenia, a czasem zwykła lekkomyślność polskich przedsiębiorców wprowadzających towary na rynki zagraniczne bez uprzedniego sprawdzenia, czy nie naruszą one praw osób trzecich działających już na danym rynku.

10. Do kogo powinniśmy się zgłosić, jeżeli podejrzewany, że jakiś sklep handluje podróbkami lub gdy projektant uważa, że jego pomysł został skopiowany?

W przypadku handlu podróbkami – o ile jest to tylko nasze podejrzenie – myślę, że najrozsądniej jest zawiadomić właściciela lub podmiot uprawniony (np.: na podstawie licencji) do znaku towarowego. Jeśli mamy pewność, lub co gorsza, sami padliśmy ofiarą oszustwa nabywając produkt podrobiony, należy zawiadomić policję. Jeśli chodzi o skopiowanie samego „pomysłu”, walka z naruszycielem, czy też dochodzenie roszczeń jest łatwiejsze, jeśli projekt ten został zarejestrowany jako wzór przemysłowy. O ile jednak nie posiadamy tak zwanych „praw formalnych” – choćby z rejestracji, wówczas zależy jakimi dysponujemy w danym momencie dowodami, aby wykazać, że projekt jest naszego autorstwa i że to właśnie nasza prawa zostały naruszone. Proszę mi wierzyć, „świadomy naruszyciel” od początku konsekwentnie przygotowuje sobie dokumentację na wypadek roszczeń prawowitego twórcy. Lepiej (i taniej) jest być przezornym zawczasu i należycie zadbać o ochronę własnych dóbr własności intelektualnej.

Agnieszka Przyborska- Bojanowska

Kancelaria Prawno – Patentowa
ul. Świętojańska 55, lok. 16
Gdynia

 

Zobacz co ciekawego mamy dla Ciebie w Sklepie