Modne Miejsce: SVOI

AnnaAmelia Filewicz | Wrzesień 4, 2017

SVOI to autorski projekt Łukasza Zarzycznego, który wraz ze swoim zespołem stworzył nietuzinkowy butik w warszawskim Domu Handlowym MYSIA 3. Nie musicie czuć się mocni w modzie, by odwiedzić to miejsce. Panującą w nim aurę można określić dwoma hasłami – troska o satysfakcję z zakupów oraz indywidualne podejście do SVOIego człowieka. Rozmawia AnnaAmelia Filewicz.  

Współpracujemy ze sobą już drugi rok, więc na wstępie muszę Ci się do czegoś przyznać. Pamiętam ten dzień, kiedy poinformowałeś mnie, że Młoda Polska zamienia się w SVOI. Myślę sobie – jak to czytać? Pewnie coś z łaciny. Zinterpretuj proszę tę nazwę, bo klu sprawy jest proste i bardzo trafione.

Zgadza się, spory kawałek czasu za nami. Tworząc sklep chciałem ludziom dać jasno do zrozumienia, że zależy mi na promocji tego, co nasze. Polskie. Dlatego nazwa musiała w trafny sposób określać projektantów – zarówno tych obecnych na rodzimym rynku od lat, jaki i początkujących, którym zawsze chciałem pomóc się wypromować. Wszyscy są nasi, czyli SVOI.  Oczywiście słyszałem już wiele przeróbek tej nazwy, np. sawoj, sofi, etc., ale najbardziej przekonuje mnie najprostsza ideologia pt. Sami Swoi. Określa w punkt cały zespół, który w zasadzie składa się z kilkudziesięciu osób – od projektantów, przez szwaczki, po team pracujący na miejscu, w sklepie.

Najciemniej pod latarnią. A gdybyś miał w trzech punktach określić, co Was wyróżnia na tle konkurencji, to co by to było?

Boje się, że będziemy musieli ten wywiad wydać w kilku tomach, bo według mnie jest masa rzeczy, które wyróżniają nasze miejsce. Przede wszystkim nigdy nie myślę o innych butikach z polskimi projektantami w kategoriach „konkurencji”, wyścigu szczurów czy walki o klienta. Myślę sobie, że między innymi to jest wyróżnikiem, bo ludzie czują się u nas bardzo komfortowo. Przez ponad rok zawarłem masę nowych znajomości z moimi klientami i są to naprawdę fajne, momentami głębokie relacje. Wszystko za sprawą ludzi, o których wiem więcej niż tylko to, co u mnie kupili. Każdego staram się zapamiętać. Chociaż z imienia, z tego, jakie rzeczy lubi nosić, co robi w życiu, jakie ma plany czy marzenia. Pewnie myślisz, że to brzmi banalnie?

Wierz mi, że to ostatnia rzecz, która w tym momencie przychodzi mi do głowy.

🙂 Naprawdę interesuję się tym, KTO jest moim „klientem” i zdziwiłabyś się, jak bardzo ludzie chcą rozmawiać, opowiadać, dzielić się swoimi wspomnieniami! Nie zawsze są to słodkie chwile, dlatego tak często się wzruszam. Pamiętam Panią, która kupiła płaszcz od Magdy Floryszczyk, spędziła ze mną godzinę swojego życia rozmawiając o łacinie, muzeum i o tym, jakie książki muszę przeczytać. Dzieliła się ze mną SVOImi przeżyciami. Na sam koniec wpisała się do bazy klientów jako „klawa babcia” – i sama o to poprosiła! Takich historii jest masa i to one tworzą każdy mój dzień.

Pani Magda, nasza stała klientka, opowiada mi o swoich podróżach, o tym jak przyrządzić świetną kuchnię śródziemnomorską i jakie miejsca na świecie warto odwiedzić. Z Adrianną, która mogłaby nazwać swoją szafę po prostu SVOI, znamy się już tak długo, że mieliśmy okazje wspólnie jeść czy imprezować. Pani Basia z kolei administruje budynki, jeździ po świecie, jest silną i niezależną kobietą, która dzieli się swoimi historiami. Iza zawsze dociera do sklepu ze swoim parterem, Przemkiem. Z Kingą zacząłem współpracować przy dużym projekcie, a dla Magda otwieraliśmy sklep po zamknięciu MYSIA 3. Podaj mi imię a opowiem Ci historię. Ja naprawdę znam tych ludzi…

Jeżeli obudzisz mnie w środku nocy i poprosisz o wymienienie z imienia i nazwiska wybranej liczby SVOIch oraz opis, czym się zajmują, zrobię to z zamkniętymi oczami. Dlaczego? Bo mnie naprawdę interesują i nie traktuję tego w kontekście pracy. Ci ludzie są po prostu integralną częścią mojego życia. Z wieloma osobami już dawno przeszliśmy na „Ty”, piszemy sms’y, pijemy wino, chodzimy na koncerty i spędzamy wspólnie czas. Oczywiście nie robimy tego codziennie ale czuję, że tworzymy dość hermetyczną grupę, do której (paradoksalnie) łatwo dołączyć – Łukasz Zarzyczny

Nie widzę w drugim człowieku chodzącej karty kredytowej czy gotówki, która a nuż zaraz znajdzie się na moim koncie. Absolutnie wszyscy bywalcy SVOI wiedzą, że często odradzamy zakup i szukamy alternatywy, która spełni ich oczekiwania. Wiem, że brzmi to  dziwnie, wbrew wszystkim zasadom handlowym, ale jasno określam drogę, jaką podąża nasza firma. Wolę sprzedać dwie sukienki mniej, niż przebrać ludzi w coś, co do nich nie pasuje. Dzięki temu coraz więcej osób przekonuje się do tego, że chcemy im pomóc…

Muszę Ci przerwać, bo moje pytanie zdaje się tendencyjne. Ramy trzech punktów wystarczą?

Może rozszerzmy temat do czterech. Ciągle rotujemy, na teraz możemy pochwalić się kolekcjami od ponad dwudziestu pięciu polskich projektantów (większość z nich jest dostępna tylko i wyłącznie u nas). Poza tym warto zaznaczyć, że to właśnie w SVOI są zawsze najniższe ceny. Jeżeli ktokolwiek w Internecie zaproponowałby oficjalnie „taniej”, u nas z automatu stawka jest taka sama. Dlatego jako jedni z nielicznych możemy „konkurować” z polskimi gigantami sprzedaży online.

MYSIA 3 to jak dla mnie jedno z bardziej klimatycznych miejsc na modowej mapie Warszawy. Czy za wyborem akurat tej lokalizacji stoi coś jeszcze?

Ba! W mojej ocenie to najlepsze miejsce na świecie. Powtarzam to z premedytacją. Utożsamiam się z każdą cegłą, która jest w tym budynku. To mój dom. Spędzam tutaj 80% swojego czasu (plus 10% w domu, 10% w podróży). Oczywiście poza uczuciem, jakim darzę ten budynek, stoją SVOI LUDZIE. To oni tworzą klimat, który tu panuje.

Do Mysiej 3 trafiłem jako osoba pracująca dla holenderskiej marki G-Star, która otwierała pierwszy pop-up w Warszawie. Po dwóch miesiącach zorganizowałem jej pokaz w oparciu o kolekcję zaprojektowaną przez Pharell’a Williams’a o wdzięcznej nazwie „RAW for the Oceans”. By całości dodać smaku, zaprosiłem jedną z polskich projektantek – Aleksandrę Bąkowską – która stworzyła w tym czasie genialną kolekcję „ECO”. Po tym evencie poczułem, że na Mysiej, a w zasadzie w ogóle w Warszawie, brakuje miejsca z propozycjami od ambitnych polskich marek. Nie takich, które proponują sukienkę z poliestru za 1000 zł czy podróbkę z Aliexpres. Prawdziwych, autorskich projektantów, którzy rozumieją, że moda to użytkowość i sztuka w jednym, którzy wiedzą, że dobra sukienka to składnia wielu czynników. Od projektu, przez tkaniny, szycie i ceny…

Miałem tę przyjemność, że już na początku swojej pracy na Mysiej poznałem się z osobami, które zarządzają i tworzą to miejsce. Wydaje mi się, że dostrzegli potencjał w moim pomyśle, działaniach i determinacji. Efekt był taki, że pomimo młodego wieku (21 lat) postanowili mi zaufać i powierzyć ponad 50m2 przestrzeni na realizację szalonego pomysłu, który miał stać obok wielkich światowych marek, takich jak Leica, COS czy MUJI. Dziś, w towarzystwie wspaniałych sąsiadów (oprócz wymienionych NAP, Bynamesake czy ORSKA) tworzymy autorską, modową przestrzeń w postaci SVOI. To bardzo motywujące, ale jednocześnie stanowiące duże wyzwanie – tworzyć coś od zera w towarzystwie tak wspaniałych i znanych światowych brandów. Lata pracy wiele mnie nauczyły, dlatego jestem pewien, że do końca życia będę wdzięczny za to zaufanie.

Pod jakim kątem dobierasz marki do asortymentu? Wyszukujesz, znajomości, nagła inspiracja? Chodzi mi o to, czy znajdujesz jakiś wspólny mianownik dla tych wszystkich artystów?

Ciężko odpowiedzieć na to pytanie bez cofania się w czasie. Może zacznę od tego, że jestem typem człowieka, który nie potrafi usiedzieć w miejscu. Od dziecka podążam za marzeniami i staram się je realizować. Dzieki temu poznałem masę wartościowych ludzi, w tym również projektantów, więc przy tworzeniu sklepu po prostu zaprosiłem ich do współpracy. Dziś wydaje mi się, że muszę posługiwać się wyłącznie swoją intuicją. Wiesz, że znam swoich klientów, ich potrzeby i to jest pewnego rodzaju klucz do sedna sprawy. Ostatnio poszukiwałem idealnej marki obuwniczej. Stawiającej na świetne skóry, wygodne użytkowanie i przyjazne ceny. Zajęło mi to pół roku (poszukiwania, rozmowy, testowanie). Wszystko po to, aby wprowadzić nową kolekcję ze 100% pewnością, że to jest TO.

I co będzie dalej? To jest ten założony „maks”?

Życie nauczyło mnie, że lepiej nie mówić o rzeczach, które nie są na 100% pewne.

Piona!

No właśnie. Codziennie rano zapisuję pełną kartkę A4 zadań do wykonania. Kiedy prowadzisz swoją firmę to sam musisz wytyczyć ścieżkę, którą chcesz podążać. Nikt nie zada Ci pracy domowej do odrobienia, nikt nie powie, co masz robić. Obecnie pracujemy nad trzema, bardzo dużymi projektami, które chcemy zaprezentować do końca roku, więc plany wdrażamy w życie, zatrudniamy nowe osoby i budujemy firmę. Trzymaj kciuki, bo na pewno odpowiednio wcześniej dam Ci znać, o co chodzi. A będzie się działo!

Kiedy mówimy o planach i marzeniach przychodzi mi do głowy taka myśl, że bardzo często nie dostrzegamy, jaką drogę przeszliśmy, jakie marzenia mieliśmy kilka lat wstecz. Z ogromnym dystansem spoglądam na kilka swoich ostatnich lat. Wiem, że jestem w miejscu, o którym kiedyś marzyłem. Wiem, że tylko ciężka praca przynosi owoce, dlatego spełnię swoje marzenia na najbliższe lata i tego życzę wszystkim czytającym ten wywiad. Wierzcie w siebie, idźcie pod prąd i pamiętajcie, że kiedy ktoś mówi Wam „Nie dasz rady”, najlepiej odpowiedzieć mu „No to patrz!”- Łukasz Zarzyczny

 

 

 

 

Zobacz co ciekawego mamy dla Ciebie w Sklepie